Wydrukuj tę stronę

Krzyż drogą do szczęścia, Angelika Ciszek, Sabina Ćwiąkała


Dlaczego to, co jest niezwykłe, staje się nam tak szybko obojętne? Coraz częściej pochłonięci codziennością słyszymy, ale nie próbujemy usłyszeć, widzimy, ale przestajemy dostrzegać. Bracia i Siostry, przestaliśmy dostrzegać krzyż! Tak łatwo stajemy się obojętni na ten symbol Bożej miłości do człowieka, symbol zawierający w sobie paradoksalną prawdę o szczęściu, które można osiągnąć na drodze cierpienia.

Święto Podwyższenia Krzyża Świętego po raz kolejny daje nam okazję, by zastanowić się nad ofiarą poniesioną przez Chrystusa dla człowieka. Bóg stał się sługą, przyjął ludzką postać i poniósł męczeńską śmierć, a Jego Ojciec Go za to wywyższył. Tym samym pokazał nam, jak powinna wyglądać nasza droga do szczęścia i zbawienia. W ten sposób krzyż, ten wymowny symbol cierpienia, staje się równocześnie zapowiedzią wiecznej nagrody.

Bombardowani przez media kolorowymi mamidłami, kierujemy nasze życie w stronę łatwego zysku, chwilowych przyjemności, jednak dostajemy tylko złudzenie szczęścia, po którym szybko przychodzi uczucie pustki. Stawiamy rzeczywistości coraz wyższe wymagania, chcemy otaczać się atrakcyjnymi przedmiotami, modnymi gadżetami, wciąż pragniemy być pozytywnie zaskakiwani, tak jakby życie miało być urodzinowym przyjęciem niespodzianką. Wydaje nam się, że właśnie dzięki temu możemy być szczęśliwi, w rzeczywistości jednak próbujemy zagłuszyć tę pustkę. Powinna ją wypełniać perspektywa szczęścia wiecznego, zapewnionego nam przez Bożą miłość, która najpełniej wyraziła się w ofierze Syna Człowieczego spełnionej na krzyżu. Jezus pokazuje nam, że istotne nie jest to, co chwilowe, lecz to, co wieczne, nie to, co materialne, lecz to, co duchowe. Prawdziwe szczęście nas nie mami, nie jest atrakcyjne tylko tu i teraz i często bywa okupione cierpieniem.

Dlaczego tak usilnie staramy się wyprzeć ze świadomości stałą obecność krzyża? Odpowiedź wydaje się prosta: on zupełnie nie pasuje do wizji życia oklaskiwanej przez współczesny świat, jest dla nas przede wszystkim symbolem cierpienia, bólu, ofiary. Nie tego oczekujemy od ziemskiej egzystencji. Paradoksalnie jednak, odsuwając od siebie cierpienie, oddalamy się od prawdziwego szczęścia. Te dwie, zdawać by się mogło, opozycyjne wartości muszą ze sobą współistnieć, by w naszym życiu panowała równowaga.

„Każdy człowiek potrzebuje stale nawet pewnej ilości trosk, cierpień lub biedy, tak jak okręt potrzebuje balastu, by płynąć prosto i równo”. Słowa Schopenhauera mogą wydawać się brutalne dla tych, którzy na co dzień muszą zmagać się z nieszczęściami. Trudno jest bowiem zrozumieć sens cierpienia rodzicom patrzącym na dziecko walczące z nowotworem, które zamiast bawić się z rówieśnikami, musi przebywać na oddziale onkologicznym. Jakże trudno pogodzić się z gaśnięciem ukochanego małżonka dotkniętego alzheimerem, który przestaje rozpoznawać najbliższą osobę. Jak im wytłumaczyć, że ich krzyż nie jest bezsensowny? Takie sytuacje są próbą naszej miłości do bliskich, często wzmacniają więzi rodzinne, pozwalają dostrzec wartość drugiego człowieka, a wreszcie wydobyć z siebie upór, odwagę, zdolność do poświęceń czy w końcu pogłębić wiarę. Im bliższy jest nam krzyż Chrystusowy, tym lżej jest nam nieść własny krzyż. Obecność Jezusa w naszej prywatnej drodze krzyżowej dodaje otuchy, sprawia, że przestajemy być samotni. Możemy dostąpić szczęścia na drodze cierpienia dzięki temu, że zbliża nas ona do Chrystusa.

Bracia i Siostry, każdy z nas jest w jakiś sposób doświadczany. To problemy w pracy, szkole, rodzinie, które mogą wydawać się nam niczym w porównaniu z wielkimi tragediami innych ludzi. Nie warto ważyć cierpień. Każdy z nas jest obarczany tylko takim krzyżem, jaki jest w stanie udźwignąć. Nie możemy zapominać, że naszymi cierpieniami Bóg tak samo się interesuje, one także mają sens. Odważnie je przyjmując, torujemy sobie drogę do świętości.

Moi Drodzy, przestańmy przechodzić obojętnie obok krzyża. Zacznijmy zauważać ten symbol Bożej miłości, oddając mu należyty szacunek. W końcu to na Krzyżu Świętym dokonało się zbawienie ludzi. Musimy sobie uświadomić, że jest on nieodłączną częścią naszego życia. Tylko przyjmując go, tak jak uczynił to Chrystus, możemy zapewnić sobie wieczne szczęście. Nie unikajmy zatem trudności i cierpień, które wydają się bezzasadnie niszczyć harmonię naszego życia, lecz stawiajmy im odważnie czoło.