Wydrukuj tę stronę

Krzyż jest znakiem zbawienia, ks. Jan Augustynowicz


Boże, Tobie posłuszne jest wszelkie stworzenie, Tyś słowem swoim wszystko stworzył w mądrości, Ty jesteś drzewem życia i Ty raj przywracasz. Pokornie prosimy niewypowiedzianą łaskawość Twoją: oddalaj zgubną truciznę węża od zbawionych przez Krew Syna Twego wylaną na świętym drzewie krzyża; zawsze dla nich napełniaj łaską Ducha Świętego puchar zbawienia (Liturgia galijska).

Jesteśmy przyzwyczajeni do obecności krzyża w naszych kościołach, miejscach publicznych i mieszkaniach. Dlatego rzadko się zastanawiamy, dlaczego oddajemy mu cześć.

Krzyż jest znakiem i symbolem. Najpierw znak hańby i odrzucenia, dzięki męce Chrystusa Pana, stał się znakiem zwycięstwa i niezawodnej nadziei. Dla chrześcijan krzyż nie jest znakiem śmierci, ale życia. Królestwo Boże będzie ostatecznie utwierdzone przez krzyż Chrystusa. Bóg zakrólował z krzyża.

Jakże pięknie o krzyżu pisał św. Augustyn: „Patrz na krzyż. Kontempluj jego ramiona! Kochaj Ukrzyżowanego! Całuj ze czcią święte rany! Noś zawsze przy sobie krzyżyk! Kiedy czujesz się słaby – on ci da moc. Kiedy upadniesz – on cię podźwignie! Kiedy tracisz ducha w przeciwnościach losu i załamiesz się pod ciężarem trudności i niepowodzeń – on doda ci odwagi i cierpliwości! Kiedy płaczesz – on będzie ci pocieszeniem – on doda ci pewności. Kiedy go zawołasz – on ci odpowie! Chcesz wiedzieć, ile warta jest twoja dusza? Spójrz na krzyż! Chcesz poznać całą złość i powagę grzechu? Medytuj cierpienie i śmierć krzyżową Pana! Chcesz wiedzieć, jak bardzo Bóg nas kocha? Kontempluj krzyż Chrystusa. Niech krzyż Pana strzeże nas w życiu ziemskim, umacnia w godzinie śmierci, będzie ukoronowaniem naszej wieczności”.

Gdy patrzymy na krzyż, widzimy wyciągnięte ramiona Zbawiciela, którego miłość jest wieczna i bezwarunkowa, który przebacza swoim wrogom i obiecuje życie wieczne nawróconym grzesznikom. Krzyż jest ważnym symbolem dla każdego chrześcijanina. „Jest on jak obrączka, przypominająca o wierności Umiłowanego. Jak odciśnięta na ścianie rączka dziecka czy pamiątka po przodku, uobecnia dla nas Tego, którego nie możemy zobaczyć w sposób fizyczny. Wywyższajmy więc dzisiaj krzyż, we wspólnej, a także indywidualnej modlitwie!” („Słowo Wśród Nas”, wrzesień 2005).

Krzyż zwyciężył grzech, „zgładził grzech praojca, pokonał piekło, darował nam zmartwychwstanie, udzielił siły do wzniesienia się ponad codzienność i ponad samą śmierć, zgotował powrót do dawnej szczęśliwości, otworzył bramy raju, umieścił naturę naszą po prawicy Boga, uczynił nas Jego dziećmi i dziedzicami” (św. Jan Damasceński).

Krzyż jest wielką i cenną rzeczą. „Wielką, ponieważ przezeń otrzymaliśmy wiele dóbr. Cenną zaś, ponieważ krzyż jest znakiem męki i tryumfu Boga: znakiem męki z powodu dobrowolnej w męce śmierci; znakiem tryumfu, ponieważ dzięki niemu Szatan został zraniony, a wraz z nim została pokonana śmierć; ponieważ bramy piekła zostały skruszone, krzyż zaś stał się dla całego świata powszechnym znakiem zbawienia” (św. Andrzej z Krety).

Pablo Picasso (1881–1973), wybitny hiszpański malarz, namalował oryginalny obraz przedstawiający Chrystusa na krzyżu wbitym w arenę, na której odbywają się tradycyjne hiszpańskie walki byków. Oto właśnie na oczach kibiców pędzi rozjuszone zwierzę na swoją ofiarę, aby ją niechybnie przebić rogami. Wygląda tak, że Ukrzyżowany ostatkiem sił uwalnia swą prawą rękę z krzyża i w ten sposób kieruje uwagę rozwścieczonego byka na siebie. „On dźwigał nasze niemoce i wziął na siebie nasze boleści” –powiedziałby prorok Izajasz (53,4).

Czytanie z Księgi Liczb dotyka problemu buntu Izraelitów na pustyni podczas wędrówki do Ziemi Obiecanej, jak również kary zesłanej przez Boga za rewoltę. Lekarstwem miało być umieszczenie na palu węża i spojrzenie na ten znak było zbawienne. Widzimy zapowiedź tego, czego dokonał Jezus Chrystus również na drzewie. Na krzyżu został pokonany wąż, czyli Szatan. Na pustyni Izraelitów ocaliło ufne spojrzenie na uczyniony przez Mojżesza znak. Również dzisiaj ludzie wierzący mogą znaleźć ratunek w pełnym wiary spojrzeniu na Zbawiciela, który został wywyższony na drzewie krzyża.

Kardynał Gianfranco Ravasi w książce zatytułowanej Odkrywanie Słowa pisze: „13 września 335 roku Helena i cesarz Konstantyn kazali poświęcić w Jerozolimie Bazylikę Anastasis, czyli Zmartwychwstania, którą my nazywamy Bazyliką Grobu Świętego. Dzisiejsze święto zrodziło się z oddawania czci krzyżowi Chrystusa, zapoczątkowanego następnego dnia po poświęceniu świątyni. Lecz «wywyższenie» krzyża odsyła przede wszystkim do podstawowego tematu biblijnego, obecnego w Ewangelii wg św. Jana i w listach św. Pawła. «Wywyższeniem» Zmartwychwstałego do Boskiej chwały nazywana jest bowiem Pascha Chrystusa”.

Człowiek nie zawsze przyjmuje swój krzyż, czasami szuka innego. Średniowieczna legenda opowiada, jak to Pan Bóg zmiłował się nad człowiekiem, który nieustannie biadolił, że jego krzyż jest za ciężki. Więc dobry Bóg zaprowadził go do olbrzymiego pomieszczenia, gdzie był bogaty wybór krzyży, rozmaitego kształtu i różnej wielkości. Kazał mu się rozejrzeć i wybrać ten, który mu najlepiej pasuje. Człowiek zaczął szukać, ale trudno mu było znaleźć odpowiedni, bo albo był za gruby, albo za długi, albo za ostry, albo niewygodny. Każdy krzyż miał coś nieprzyjemnego. W końcu znalazł w kącie taki, który wydawał mu się odpowiedni. Przyjrzawszy się jednak dokładniej, zauważył, że to był właśnie jego dotychczasowy krzyż.

Nie wszyscy ludzie rozumieją znaczenie krzyża. Niektórzy nawet się z niego wyśmiewają. W 1856 roku na Palatynie w Rzymie dokonano interesującego odkrycia. Kiedy usunięto gruzy starożytnej szkoły kadetów, znaleziono wyryty na ścianie dziwny krzyż. Ukrzyżowany mężczyzna miał głowę osła. Obok stał młodzieniec z wyciągniętymi w geście pozdrowienia rękami. Pod spodem niezgrabne litery układały się w napis: „Alexamenos Sebete Theon – Aleksamenos adoruje swego Boga!”.

Karykatura krzyża, pośmiewisko z narzędzia kary śmierci. Naukowcy są przekonani, że jest to jedno z najstarszych przedstawień godła chrześcijaństwa. Rysunek musiał powstać między 123 a 126 rokiem. Bóg na krzyżu – dla młodych kadetów było to niezrozumiałe. Taki Bóg jest osłem, tak samo jego wyznawcy – rozumowali wówczas nie tylko przyszli adepci sztuki wojennej.

W 1870 roku odkryto w innym pomieszczeniu jednoznaczną odpowiedź młodego chrześcijanina Aleksamenosa. Na cokole pomnika ku czci boga wojny (Marsa) wyryty paznokciem napis głosił: „Alexamenos Fidelis – Aleksamenos wierny i wierzący!”.

Nieznośny jest krzyż bezsensu – mówią inni. Pewna prosta kobieta, która umierała na raka w okropnych męczarniach, zalewała się łzami, żegnając najbliższych. Dla rodziny zgromadzonej przy łóżku chorej było oczywiste, że to łzy żalu i rozpaczy człowieka żegnającego się z bliskimi i z życiem. Kobieta zszokowała ich ostatnimi słowami: „Całuję krzyż mojego Pana i jestem taka szczęśliwa, że już na zawsze będę ze swoim ukochanym Panem Jezusem”.

Postawa tej kobiety to świadectwo, że krzyż jest rzeczywistą bramą do Chrystusa i każdy, kto go miłuje, choćby umarł, żyć będzie. Bo krzyż to nie narzędzie bezsensownych tortur, ale wehikuł miłości, który dostarcza nas prosto w ramiona ukochanego Zbawiciela. Każdy, kto to rozumie, pojmuje też, że wiecznością się nie straszy, ale wiecznością się pociesza.

Podczas Drugiego Synodu Biskupów dla Europy (1–23 października 1999) francuski biskup A. Fort powiedział, że wśród wierzących panuje nadmierna dyskrecja w mówieniu o nadziei na życie wieczne i w ogóle o Chrystusie. Jego zdaniem życie Europejczyków jest systematycznie pozbawiane wymiaru eschatologicznego, nadziei na życie wieczne, a więc każdej nadziei. Dlatego syndromem naszych czasów jest nieznośny krzyż bezsensu, który bardzo uwiera nie tylko podczas ostatecznych doświadczeń egzystencjalnych, ale dzień po dniu obezwładnia duchową sferę człowieka.

Krzyż jest w sercu naszego posłannictwa, musi więc być i w sercu naszego codziennego życia. Pokuta jest koniecznym elementem w życiu naszych wspólnot, także parafialnych. Świadomość grzechów całego świata na przestrzeni tylu wieków sprawia, że kto chce być prawdziwym chrześcijaninem, musi pokutować. Z miłości do Jezusa Ukrzyżowanego przyjmujemy więc w duchu wiary nasze osobiste cierpienia, różne doświadczenia naszej pracy, jakakolwiek by ona była. To wszystko znosimy z miłości do Chrystusa, dlatego nie mamy posępnych min. Zachodzi bowiem jakiś tajemniczy związek między wyrzeczeniem a radością, między ofiarą a rozszerzaniem się serca, między karnością a wolnością.

Wybitny niemiecki teolog Karl Rahner tak się modlił: „Panie, proszę Cię o to, co jest najtrudniejsze: Daj mi łaskę, bym rozpoznawał Krzyż Twojego Syna we wszystkich moich cierpieniach i abym szedł swą drogą krzyżową tak długo, jak się Tobie podoba. Daj cierpliwie czekać tego dnia, kiedy otrzesz z oczu wszelką łzę. Niech to ufne cierpienie będzie znakiem mojej wiary w szczęście, które każdemu przygotowałeś. Ukrzyżowany, bądź moim wzorem i moim świadkiem w każdym mroku. Niech Twój Krzyż nie będzie dla mnie złem koniecznym, lecz znakiem, że ja i Ty będziemy ze sobą na zawsze!”.

Jeden ze starszych kapłanów, powiedział mi przed laty, że krzyż Chrystusa to najmądrzejsza księga świata. Jeśli ją uważnie będę czytał, to nigdy nie zbłądzę. To głęboka prawda.

Zakończmy refleksję słowami poety Karola Antoniewicza:

Pod krzyż Twój pójdę, gdy szatan mnie zwodzi,
Gdy przez przyjaciół będę opuszczony.
Pod krzyż Twój pójdę, kiedy złość i pycha
Me grzeszne serce weźmie w swe władanie,
Pod krzyż Twój pójdę, gdy zgubne zwątpienie
Sercem zatarga, jak łodzią zła fala.
U stóp Golgoty zaczerpnę otuchy,
Na której widać krzyż zbawienia z dala.